„Proces” Franz Kafka

Wprowadzenie

„Proces” to powieść Franz Kafka, w której główny bohater, Josef K, jest aresztowany i oskarżony o nieznane mu zarzuty. Proces ten jest niejasny i pełen absurdalnych i beznadziejnych sytuacji, a Josef K jest bezsilny i bezradny w staraniach o uwolnienie.

„Proces” opowiada historię Josefa K, głównego bohatera powieści, który jest aresztowany i oskarżony o nieznane mu zarzuty. Proces jest niejasny i pełen absurdalnych sytuacji, a Josef K jest bezsilny i bezradny w staraniach o uwolnienie.

Kafka opisuje świat, w którym rządzą niejasne i bezosobowe instytucje, które nie odpowiadają na prośby i pytania Josefa K. Proces trwa w nieskończoność, a Josef K jest coraz bardziej zdesperowany i zniechęcony.

W trakcie procesu, Josef K spotyka różne postacie, takie jak jego adwokat, sądzący i przesłuchujący, ale żadne z nich nie jest w stanie pomóc mu w jego sytuacji. W końcu, Josef K jest skazany i umiera, nie wiedząc, dlaczego został oskarżony i skazany.

„Proces” jest powieścią, która opowiada o beznadziejności i bezsilności człowieka wobec rządzących go instytucji i jest uważana za przykład literatury absurdalnej. Książka ta jest pełna głębokich przemyśleń i refleksji, które pozwolą czytelnikowi na głębsze zrozumienie siebie i świata wokół niego.

Kafka opisuje świat, w którym rządzą niejasne i bezosobowe instytucje, które nie odpowiadają na prośby i pytania Josefa K. Proces ten trwa w nieskończoność, a Josef K jest coraz bardziej zdesperowany i zniechęcony.

Powieść ta jest uważana za przykład literatury absurdalnej i opowiada o beznadziejności i bezsilności człowieka wobec rządzących go instytucji. Kafka ukazuje, że w takim świecie prawo i sprawiedliwość są tylko pozorem, a jednostka jest bezradna w staraniach o wolność i sprawiedliwość.

„Proces” jest powieścią, która zmusza do refleksji nad naszym światem i naszą rzeczywistością, a także nad naszą rolą jako jednostek w społeczeństwie. Książka ta jest pełna głębokich przemyśleń i refleksji, które pozwolą czytelnikowi na głębsze zrozumienie siebie i świata wokół niego.

„Proces” – Franz Kafka

„Proces” (Der Prozess) to jedna z najbardziej znanych i uznawanych za arcydzieła powieści Franza Kafki, której pierwsza wersja została opublikowana pośmiertnie w 1925 roku. Książka, pisana między 1914 a 1915 rokiem, stanowi jeden z najważniejszych tekstów literackich XX wieku. Powieść jest klasycznym przykładem literatury modernistycznej, pełnej absurdalnych zdarzeń, niejasnych motywów oraz dystopijnych elementów, które zyskały szeroką interpretację w kontekście filozofii egzystencjalnej, psychologii i krytyki społecznej. „Proces” jest również metaforą walki jednostki z bezosobową, zdehumanizowaną władzą, którą nie sposób zrozumieć ani kontrolować.

Fabuła

Akcja „Procesu” koncentruje się na postaci Józefa K., młodego mężczyzny, który pewnego dnia budzi się w swoim domu, aby dowiedzieć się, że został aresztowany. Jednak nie wiadomo, za jakie przestępstwo ma zostać osądzony, ani jakie konkretne zarzuty wobec niego formułują władze. Mimo że nigdy nie zostaje przedstawiony proces, Józef K. zostaje wciągnięty w machinę biurokratyczną, która zaczyna rujnować jego życie.

W miarę rozwoju fabuły, K. staje się coraz bardziej zagubiony i bezradny wobec systemu, który wymyka się logice i sensowi. Próbuje bronić się przed kolejnymi absurdalnymi wydarzeniami, szukając pomocy u adwokata, który okazuje się niekompetentny, a także u innych postaci, które oferują mu rady, ale są równie zdezorientowane jak on. Choć K. nieustannie stara się zrozumieć sytuację i zyskać jakąkolwiek kontrolę nad swoim losem, jego walka staje się bezowocna. K. nie wie, kto go oskarża, o co go oskarżają, ani jak się bronić przed nieuchronnym wyrokiem.

W finalnej części książki K. zostaje „skazany” na śmierć przez tajemniczy sąd, mimo że proces nadal nie został zakończony, a wyrok nie ma żadnego logicznego uzasadnienia. Powieść kończy się dramatycznym aktem, w którym K. staje twarzą w twarz z absurdem systemu sądowego i swojej własnej, tragicznej sytuacji.

Analiza i interpretacja

„Proces” jest dziełem, które oferuje bogate pole do interpretacji. Z jednej strony można traktować książkę jako opowieść o jednostce skonfrontowanej z bezwzględnym, anonimowym systemem władzy, którego reguły są niejasne i nieprzewidywalne. Kafka w mistrzowski sposób przedstawia konflikt jednostki z potężnymi, zatomizowanymi instytucjami, które działają bez jakiejkolwiek przejrzystości czy sprawiedliwości.

Jednak „Proces” to także dzieło egzystencjalne, w którym pojawiają się pytania o sens życia, wolność, odpowiedzialność i izolację jednostki. Józef K. jest postacią tragiczną, nie tylko dlatego, że jest wciągnięty w niewytłumaczalny proces, ale także dlatego, że jest wewnętrznie zamknięty, nie potrafi zrozumieć swojego miejsca w świecie i nie może znaleźć ucieczki od tragicznego losu. W wielu interpretacjach postać K. symbolizuje poszukiwanie sensu w świecie pozbawionym sensu, walkę z wewnętrznymi lękami i niepokojami.

Z kolei motyw procesu sądowego może być odczytywany jako krytyka biurokracji i systemu prawnego, który przestaje być narzędziem sprawiedliwości, a staje się narzędziem opresji. Kafka przedstawia system, w którym decyzje są podejmowane przez anonimowe, bezosobowe instytucje, a jednostka jest całkowicie bezsilna wobec tych struktur.

„Proces” jest także dziełem, które nie daje jednoznacznych odpowiedzi. Czy Józef K. jest winny, czy niewinny? Czego tak naprawdę jest oskarżony? Odpowiedzi na te pytania są nieistotne, ponieważ w systemie Kafki prawda i sprawiedliwość stają się nieważne. To, co liczy się najbardziej, to bezosobowy i mechaniczny bieg wydarzeń, które jednostka nie ma mocy zmienić.

Styl i język

Kafka pisze w sposób chłodny, precyzyjny i często abstrakcyjny. Jego język jest prosty, ale jednocześnie pełen napięcia, które narasta w miarę rozwoju fabuły. „Proces” jest powieścią pełną symboli i aluzji, które nie zawsze są łatwe do zrozumienia. Działania bohatera, choć pełne napięcia i emocji, pozostają w obszarze absurdu, co wzmaga poczucie niepewności i zagubienia.

Styl Kafki, łączący realizm z elementami absurdu, tworzy atmosferę klaustrofobicznego, surrealistycznego świata, w którym bohater nie potrafi znaleźć miejsca ani dla siebie, ani dla innych ludzi. Wprowadza to elementy niepokoju, które są w pełni zgodne z duchem literatury modernistycznej i jej zainteresowaniem stanem umysłu jednostki w obliczu bezosobowych, dehumanizujących struktur społecznych.

Wpływ i znaczenie

„Proces” jest jednym z najważniejszych dzieł literackich XX wieku, które stało się punktem odniesienia w literaturze modernistycznej i postmodernistycznej. Kafka, mimo że jego twórczość była stosunkowo nieznana za jego życia, zyskał ogromne uznanie pośmiertnie, a jego prace, w tym „Proces”, stały się klasykami literatury. Powieść miała ogromny wpływ na filozofię, psychologię i literaturę, będąc inspiracją dla wielu myślicieli i artystów, którzy wykorzystali temat absurdu, biurokracji i alienacji w swoich dziełach.

„Proces” wpłynął na wielu pisarzy, w tym na takich twórców jak Albert Camus, który w swojej filozofii absurdu rozwijał temat nierozwiązywalnych konfliktów ludzkiego istnienia, a także na postmodernistów, którzy podjęli temat nieprzewidywalnych, często absurdalnych struktur społecznych i kulturowych.

Podsumowanie

„Proces” to powieść, która mimo swojej pozornej prostoty stawia pytania o naturę ludzkiego istnienia, sprawiedliwości i władzy. Franz Kafka stworzył dzieło, które nie daje prostych odpowiedzi, ale zmusza czytelnika do refleksji nad jego własnym życiem i relacjami z otaczającym światem. „Proces” to książka, która niezmiennie pozostaje aktualna w kontekście współczesnych dyskusji o biurokracji, systemach władzy oraz roli jednostki w obliczu tych systemów.

„W poszukiwaniu straconego czasu” Marcel Proust

„W poszukiwaniu straconego czasu” Marcela Prousta to dzieło, po które sięga się nie po to, by szybko poznać fabułę, lecz by wejść w szczególny rytm myślenia, pamięci i wrażliwości. To jedna z tych książek, które nie tyle się czyta, ile przeżywa – powoli, uważnie, z gotowością na to, że zmieni ona sposób postrzegania czasu, wspomnień i samego siebie. Choć jej objętość może onieśmielać, jest to lektura, która wynagradza cierpliwość w sposób wyjątkowy i głęboki.

Proust nie opowiada historii w tradycyjnym sensie. Jego powieść jest raczej wielką medytacją nad ludzkim doświadczeniem, nad tym, jak pamiętamy, jak zapominamy i jak drobne, pozornie nieistotne bodźce potrafią nagle otworzyć przed nami całe światy minionych emocji. Słynna scena z magdalenką zanurzoną w herbacie stała się symbolem działania pamięci mimowolnej – tej, która nie poddaje się woli, lecz przychodzi niespodziewanie, z całą intensywnością dawnych przeżyć. Czytając Prousta, zaczynamy inaczej myśleć o własnych wspomnieniach, o ich kruchości i jednoczesnej sile.

Jednym z największych atutów tej powieści jest niezwykła precyzja psychologiczna. Proust z bezlitosną, ale i czułą dokładnością analizuje ludzkie uczucia: miłość, zazdrość, snobizm, pragnienie uznania, lęk przed odrzuceniem i nieuchronność rozczarowania. Jego bohaterowie są skomplikowani, niejednoznaczni i głęboko ludzcy. Ich emocje bywają sprzeczne, zmienne i często nieuświadomione, co sprawia, że mimo upływu czasu pozostają zaskakująco bliscy współczesnemu czytelnikowi.

„W poszukiwaniu straconego czasu” to także wnikliwy portret świata, który przemija – arystokratycznych salonów, mieszczańskich ambicji, subtelnych hierarchii społecznych i gry pozorów, które rządzą relacjami międzyludzkimi. Proust pokazuje, jak bardzo ludzie są uwikłani w role, jakie sami sobie narzucają, i jak często pragnienie prestiżu czy uznania przesłania im autentyczne doświadczenie życia. Jest to jednocześnie krytyka społeczna i refleksja nad uniwersalną potrzebą bycia zauważonym i zapamiętanym.

Szczególne miejsce w tej powieści zajmuje czas – nie jako prosty ciąg zdarzeń, lecz jako zjawisko subiektywne, elastyczne, zależne od pamięci i świadomości. Proust pokazuje, że przeszłość nie jest czymś zamkniętym, lecz stale obecnym w teraźniejszości, że to, kim jesteśmy, w ogromnej mierze zależy od tego, jak pamiętamy i interpretujemy własne doświadczenia. Lektura tej książki skłania do refleksji nad własnym życiem, nad tym, które chwile rzeczywiście nas ukształtowały i dlaczego często dostrzegamy ich znaczenie dopiero po latach.

Nie można pominąć także niezwykłego stylu Prousta – długich, misternie skonstruowanych zdań, bogatych opisów i subtelnych metafor. Choć początkowo mogą one wydawać się trudne, z czasem zaczynają działać hipnotyzująco. Ten styl wymusza zwolnienie tempa, skupienie i uważność, które same w sobie stają się częścią doświadczenia lektury. Czytanie Prousta jest jak zanurzenie się w strumieniu myśli, który prowadzi czytelnika coraz głębiej w głąb ludzkiej świadomości.

„W poszukiwaniu straconego czasu” to książka, która nie daje prostych odpowiedzi ani łatwej satysfakcji. Jest wymagająca, ale niezwykle hojna wobec tych, którzy pozwolą jej działać we własnym tempie. To lektura, do której się wraca, bo za każdym razem odsłania nowe sensy i inne odcienie znaczeń. Zachęta do jej przeczytania jest w gruncie rzeczy zaproszeniem do uważniejszego życia – do refleksji nad tym, co naprawdę trwa, nawet wtedy, gdy wydaje się, że wszystko już przeminęło.

„W poszukiwaniu straconego czasu” Marcel Proust to siedmioksięgowa powieść, która uważana jest za jedno z największych dzieł literatury XX wieku. Książka opowiada o życiu narratora, który przypomina sobie swoje dzieciństwo i młodość, dzięki powracającym wspomnieniom i doznaniom zapachowym.

Fabuła książki „W poszukiwaniu straconego czasu” Marcel Proust skupia się wokół narratora, który przypomina sobie swoje życie i doświadczenia z przeszłości. Powieść składa się z siedmiu ksiąg i opowiada o narratorze, który odkrywa, że jego wspomnienia i doświadczenia są niezwykle cenne i wartościowe.

Narrator odkrywa, że jego życie jest pełne niezapomnianych chwil, które są dla niego niezwykle ważne. Kiedy powraca do tych wspomnień, odkrywa, że są one niezwykle ważne dla jego życia i jego rozwoju. W książce pojawiają się także liczne postaci, które są ważne dla narratora i które wprowadzają go w świat pełen emocji i uczuć.

Narrator przemija wraz z czasem i dojrzewa, a jego doświadczenia i wspomnienia stają się dla niego coraz bardziej wartościowe. Książka opowiada o poszukiwaniu sensu życia i wartości, którymi kierujemy się w naszym codziennym życiu. Przez całą książkę narrator stawia pytania o nasze życie i sens istnienia, a także o nasze pragnienia i marzenia.

Fabuła książki „W poszukiwaniu straconego czasu” Marcel Proust skupia się wokół narratora, który odkrywa wartość swoich wspomnień i doświadczeń, a także stawia pytania o sens życia i nasze wartości. Książka ta jest pełna głębokich przemyśleń i refleksji, które pozwolą czytelnikowi na głębsze zrozumienie siebie i świata wokół niego.

Proust stworzył w swojej książce unikalne połączenie filozofii, socjologii i psychologii, które pozwala na głębokie zrozumienie natur człowieka i jego dziejów. Książka jest pełna szczegółowych opisów i metafor, które ukazują bogactwo świata wewnętrznego narratora i jego otoczenia.

Proust stawia pytania o nasze życie i sens istnienia, a także o nasze pragnienia i marzenia. Ukazuje, że czas jest ulotny i że nasze wspomnienia i doświadczenia są jedynymi rzeczami, które pozostają z nami na zawsze. Książka ta jest pełna głębokich przemyśleń i refleksji, które pozwolą czytelnikowi na głębsze zrozumienie siebie i świata wokół niego.

„W poszukiwaniu straconego czasu” Marcel Proust to dzieło, które zasługuje na uwagę każdego, kto interesuje się literaturą i filozofią. Książka ta jest wyjątkowa i niepowtarzalna, a jej wartość pozostaje niezmienna do dziś. To pozycja, którą warto przeczytać i która pozostanie z czytelnikiem na zawsze.

„Obcy” Albert Camus

„Obcy” Alberta Camusa to krótka, lecz niezwykle intensywna powieść, która w prosty, oszczędny język ubiera pytania o sens istnienia, wolność i odpowiedzialność człowieka. To lektura, która nie tyle opowiada historię, ile konfrontuje czytelnika z chłodną obojętnością świata i zmusza do zmierzenia się z własnymi oczekiwaniami wobec życia, moralności i emocji.

Główny bohater, Meursault, jest postacią szokująco zwyczajną, a zarazem głęboko niepokojącą. Jego brak reakcji na śmierć matki, emocjonalny dystans wobec ludzi i wydarzeń oraz beznamiętne przyjmowanie rzeczywistości sprawiają, że zostaje uznany za „obcego” – nie tylko przez społeczeństwo, lecz także przez samego czytelnika. Camus pokazuje, jak łatwo człowiek zostaje osądzony nie za czyny, lecz za to, że nie wpisuje się w obowiązujące schematy uczuć i zachowań.

Siłą powieści jest jej filozoficzny wymiar, oparty na koncepcji absurdu. Świat przedstawiony w „Obcym” jest pozbawiony głębszego sensu i moralnego porządku, a ludzkie próby nadania mu znaczenia kończą się rozczarowaniem. Meursault nie buntuje się przeciw temu stanowi rzeczy, nie szuka usprawiedliwień ani metafizycznych odpowiedzi – po prostu akceptuje rzeczywistość taką, jaka jest. Ta postawa prowokuje do refleksji nad tym, czy sens życia jest czymś obiektywnym, czy jedynie społeczną konstrukcją.

„Obcy” to również przenikliwa krytyka społeczeństwa i jego mechanizmów oceniania. Proces sądowy Meursaulta staje się symbolem osądu, w którym ważniejsze od faktów okazują się normy obyczajowe, emocjonalne reakcje i zgodność z oczekiwaniami większości. Camus pokazuje, że obcość nie wynika z przestępstwa, lecz z inności sposobu myślenia i przeżywania świata.

To książka, która nie oferuje pocieszenia ani prostych odpowiedzi, ale pozostawia czytelnika z uczuciem niepokoju i koniecznością samodzielnej refleksji. „Obcy” jest lekturą wymagającą, lecz niezwykle ważną – dla tych, którzy chcą zrozumieć filozofię absurdu i zmierzyć się z pytaniem, co znaczy być człowiekiem w świecie pozbawionym oczywistych sensów.

„Obcy” Alberta Camusa to pozycja, która zasługuje na miano klasyka literatury XX wieku. Książka opowiada historię Meursaulta, który beznamiętnie odnosi się do śmierci matki i zabija człowieka na plaży. Przez całą powieść czytelnik towarzyszy bohaterowi w jego poszukiwaniu sensu życia i jego wartości. Camus ukazuje, jak trudno jest znaleźć odpowiedzi na fundamentalne pytania, gdy świat jest pełen absurdów. Styl autora jest surowy i prosty, a jego filozofia egzystencjalistyczna wywołuje głębokie przemyślenia. „Obcy” to książka, którą każdy powinien przeczytać choć raz w życiu.

„Obcy” Alberta Camusa opowiada historię Meursaulta, który żyje bez emocji i nie przejawia żadnej reakcji po śmierci swojej matki. W czasie pogrzebu swojej matki poznaje Marie, z którą zaczyna się spotykać. Pewnego dnia, podczas wakacji nad morzem, Meursault zabija Araba na plaży. W wyniku tego wydarzenia Meursault zostaje aresztowany i staje przed sądem. Proces ten staje się pretekstem do refleksji nad sensem życia i wartościami, jakimi kierujemy się w naszym codziennym życiu. Przez całą książkę czytelnik towarzyszy Meursaultowi w jego poszukiwaniu odpowiedzi na najbardziej fundamentalne pytania. Książka kończy się w momencie, gdy Meursault zostaje skazany na śmierć.

„Obcy” Alberta Camusa to powieść, która na stałe zapisała się w historii literatury XX wieku. Książka opowiada o losach Meursaulta, który po śmierci swojej matki, nie przejawia żadnych emocji i nie czuje żalu. Wydarzenie to staje się pretekstem do refleksji nad sensem życia i wartościami, jakimi kierujemy się w naszym codziennym życiu. Camus ukazuje, że świat jest pełen absurdów i trudno znaleźć odpowiedzi na nasze najbardziej fundamentalne pytania.

Styl autora jest surowy i prosty, co pozwala skupić się na treści i przemyśleniach bohatera. Meursault jest postacią, która wywołuje skrajne emocje – z jednej strony budzi sympatię, z drugiej jednak jego beznamiętne podejście do śmierci matki i brak emocji może wywoływać niezrozumienie i frustrację.

Filozofia egzystencjalistyczna, którą prezentuje Camus, jest przesłaniem, które nie traci na aktualności do dziś. Współczesny świat pełen jest chaosu i niepewności, co często powoduje, że ludzie szukają sensu swojego życia. „Obcy” uczy nas, że nie ma jednoznacznych odpowiedzi i że każdy musi samodzielnie znaleźć swoje miejsce w świecie.

„Obcy” Alberta Camusa to powieść, która zasługuje na uwagę każdego, kto interesuje się filozofią i literaturą. Książka ta wywołuje głębokie przemyślenia i uczy nas, że każdy musi samodzielnie odnaleźć sens i wartości, którymi kieruje się w życiu. To pozycja, którą warto mieć na swojej półce i do której można wracać wielokrotnie.

Charles R. Tanner „Tumitak z Loru”

Cykl o Tumitaku składa się z czterech nowel:

1. Tumitak z podziemnych korytarzy

2. Tumitak na powierzchni ziemi

3. Tumitak i Wieże Ognia

4. Tumitak i spadek Starożytnych

Tom „Tumitak z Loru” zawiera dwie ostatnie nowele.

Tumitak jest przedstawiony jako odważny i determinowany młody człowiek, który wyrusza w podróż na powierzchnię, aby znaleźć lekarstwo na plagę, która nawiedza jego lud. Po drodze odkrywa zaginione cywilizacje i walczy z różnymi potworami i innymi niebezpieczeństwami. Jego historia skupia się na tematach takich jak przetrwanie, wytrwałość i duch ludzki.

„Tumitak z podziemnych korytarzy” to powieść science fiction napisana przez amerykańskiego autora Charlesa R. Tannera w latach 30 XX wieku. Akcja rozgrywa się w przyszłości, w której ludzkość zmuszona jest żyć w podziemnych miastach, zwanych korytarzami, po katastrofie, która sprawiła, że powierzchnia jest niezdatna do zamieszkania. Protagonist, Tumithak, wyrusza w podróż na powierzchnię, aby znaleźć lekarstwo na plagę, która nawiedza jego lud. Po drodze odkrywa zaginione cywilizacje i walczy z różnymi potworami i innymi niebezpieczeństwami. Powieść jest uważana za klasykę wczesnej science fiction i jest znacząca dla swojego zagłębiania się w tematy takie jak przetrwanie, wytrwałość i duch ludzki.

Minęło już pięć tysięcy lat od czasu, gdy szylkowie opuścili swoją planetę macierzystą i przez dwadzieścia długich wieków zmusili ludzkość do życia w podziemnych lochach i korytarzach. Trzy tysiące lat temu pierwszy człowiek odważnie stawił czoła dominującej rasie szylków i rozpoczął walkę o przetrwanie. Wojna między szylkami a ludźmi trwała nieustannie aż do momentu, gdy osiemset lat później ostatni szylk został zabity. Dziś po ciężkich, ciemnych wiekach, w których wiedza i mądrość szylków prawie zniknęła, ludzie ponownie zdobyli swoją godność i miejsce na powierzchni Ziemi. Można również stwierdzić, że wiele dziedzin nauki zostało ugruntowanych na tak solidnym fundamencie jak przed inwazją szylków.

Jednym z naturalnych rezultatów poszukiwania tajemnic starożytności są nauki związane z geologią i archeologią. Obecnie wiemy znacznie więcej niż sto lat temu o życiu ludzi w czasach przed inwazją szylków, jak również o życiu naszych dziwnych przodków, którzy spędzili całe swoje życie w podziemnych korytarzach. Wiele legend przetrwało przez wieki, jednak największą z nich zawsze była ta o Tumitaku z Loru, który jest uważany za pierwszego człowieka, który odważył się przeciwstawić zagrożeniu z powierzchni po długiej niewoli.

Wśród licznych tajemniczych opowieści składających się na sagę o Tumitaku, istnieją te, które mogą być prawdziwe. Opowieści o pierwszej podróży Tumitaka na powierzchnię, jego zdobyciu miasta Szem, a także jego przygodach w mieście Kajmak są przykładami takich historii. Pierwsze dwie opowieści zostały wydrukowane dawno temu. Autor przedstawia tu trzecią opowieść, licząc na to, że czytelnicy nie zapomnieli o Tumitaku z podziemnych korytarzy.

Lemo „Portal do innego wymiaru”

W odległej przyszłości, ludzkość przeszła przez wiele kryzysów i katastrof, ale udało się jej przetrwać i rozwinąć się dzięki zaawansowanej technologii. Wszyscy mieszkają w wielkich, futurystycznych metropoliach, gdzie maszyny i roboty pomagają im w codziennym życiu.

Jednak pomimo tego postępu, ludzie są niespokojni i niezadowoleni. Wiele osób cierpi na tzw. „chorobę cywilizacyjną”, która objawia się brakiem celu i sensu w życiu.

Jednym z takich ludzi jest protagonist, David. Jest on inżynierem, który pracuje nad nowymi technologiami, ale czuje się zagubiony i niezadowolony. Pewnego dnia, podczas jego pracy, odkrywa tajemniczy portal do innego wymiaru. Postanawia przejść przez niego, aby znaleźć odpowiedzi na swoje pytania.

David znajduje się w zupełnie innym świecie, pełnym dziwnych i nieznanych istot oraz niesamowitych maszyn. Spotyka tam tajemniczego przewodnika, który pomaga mu zrozumieć, że jego prawdziwe przeznaczenie jest w innym wymiarze. David musi teraz zdecydować, czy wrócić do swojego świata, czy pozostanie w nowym i poszuka tam swojego miejsca.

David wraca do swojego świata, ale jego doświadczenie na innym wymiarze zmieniło go na zawsze. Teraz jest bardziej zdecydowany i zmotywowany, aby znaleźć swoje miejsce w życiu i przyczynić się do poprawy jego otoczenia.

Jego odkrycia stają się impulsem do dalszych badań naukowych i pozwala to na rozwój nowych technologii dla poprawy jakości życia ludzi.

Po powrocie Davida z innego wymiaru, jego życie zmieniło się na zawsze. Jego doświadczenie i odkrycia pozwoliły mu na znalezienie swojego miejsca w świecie i znalezienie sensu w swoim życiu.

David postanawia przeznaczyć swoje życie na badanie i rozwijanie nowych technologii, które mogłyby pomóc ludziom w walce z „chorobą cywilizacyjną” i poprawić jakość ich życia. Dzięki jego pracy i zaangażowaniu udaje się stworzyć nowe metody terapii i rozwiązania technologiczne, które pomagają ludziom odnaleźć cel i sens w swoim życiu.

David staje się liderem w swojej dziedzinie, a jego odkrycia stają się inspiracją dla innych naukowców i badaczy. Jego praca ma ogromny wpływ na rozwój nauki i technologii, a jego imię staje się synonimem postępu i innowacji.

David, pomimo ogromnego sukcesu zawodowego, wciąż czuł, że to, czego doświadczył w innym wymiarze, kryło w sobie więcej, niż mógł zrozumieć. W głębi duszy wiedział, że portal, przez który przeszedł, nie był tylko drogą ucieczki ani przypadkowym odkryciem. To była zapowiedź czegoś większego, wezwanie do działania, którego nie mógł zignorować.

Wraz z grupą zaufanych naukowców i badaczy, David rozpoczął projekt o nazwie „Nowe Horyzonty”, mający na celu zbadanie natury wymiarów równoległych. W tajemnicy przed światem, zespół Davida zbudował nowy, stabilniejszy portal, pozwalający nie tylko na podróże między wymiarami, ale także na badanie ich potencjału jako źródła energii, inspiracji kulturowej czy nowych form życia.

Podczas jednej z ekspedycji, David powrócił do wymiaru, który kiedyś odwiedził. Tym razem jednak miał misję: nawiązać dialog z istotami, które tam spotkał, i zrozumieć, jakie przesłanie próbowały mu przekazać. Przewodnik, którego poznał wcześniej, ujawnił mu, że świat, do którego przybył, to miejsce balansujące na granicy chaosu i harmonii – wynik połączenia technologii i głębokiej duchowości. Istoty tam żyjące osiągnęły poziom współistnienia, o którym ludzkość mogła tylko marzyć.

„Twoi ludzie są zagubieni, Davidzie” – powiedział przewodnik. – „Zatraciliście połączenie z tym, co naprawdę ważne: harmonią między waszymi umysłami, sercami i technologią. Ale to nie jest nieodwracalne. Możecie się nauczyć – tak jak my nauczyliśmy się na własnych błędach.”

Przewodnik pokazał Davidowi fragmenty przeszłości swojego świata, w którym podobnie jak na Ziemi, dominowały konflikty, nierówności i destrukcyjna żądza władzy. To właśnie te problemy zmusiły ich do zmiany, do stworzenia systemu, w którym technologia nie tylko służy ludziom, ale także ich prowadzi – stając się narzędziem harmonii, a nie podziałów.

David wrócił na Ziemię z nowym planem. Wiedział, że samo ulepszanie technologii nie wystarczy, aby pokonać „chorobę cywilizacyjną”. Ludzkość potrzebowała także zmiany mentalnej, głębszego zrozumienia własnej natury. Rozpoczął globalną kampanię edukacyjną, w której propagował wartości współpracy, empatii i równowagi między postępem a duchowością. Był świadomy, że wiele osób z początku odrzuci jego idee, uznając je za zbyt abstrakcyjne lub idealistyczne, ale nie zamierzał się poddawać.

Wkrótce pojawiły się pierwsze efekty jego działań. Nowe formy edukacji, inspirowane naukami z innego wymiaru, zaczęły wprowadzać zmiany w sposobie myślenia młodych ludzi. Technologia, wcześniej służąca jedynie do zaspokajania materialnych potrzeb, została przeprogramowana tak, aby promować rozwój emocjonalny, kreatywność i więzi społeczne.

Ale David wiedział, że to dopiero początek. Portal stał się mostem, przez który przepływały nie tylko informacje, ale także współpraca między wymiarami. Oba światy zaczęły się wzajemnie uczyć i inspirować, tworząc coś, co David nazwał „Koalicją Przyszłości”.

Pod koniec swojego życia David zrozumiał, że jego początkowe zagubienie i cierpienie miały cel. Były początkiem podróży, która nie tylko dała sens jego własnemu życiu, ale także odmieniła losy całej ludzkości. Gdy jego ciało osłabło, a myśli zaczęły blednąć, spojrzał na otwarty portal – symbol wszystkiego, co osiągnął – i poczuł, że zostawia świat w lepszym miejscu, niż go zastał.

Po śmierci Davida jego dziedzictwo przetrwało w formie ruchu, który nazwał „Koalicją Przyszłości”. Jego idee, inspirowane naukami z innego wymiaru, rozprzestrzeniły się na całym świecie, zmieniając sposób, w jaki ludzie postrzegali siebie, technologię i swoje miejsce w wszechświecie. Portal, niegdyś tajemnica, stał się częścią publicznej świadomości i symbolem nadziei na lepszą przyszłość.

Nowe pokolenia naukowców i odkrywców kontynuowały dzieło Davida, rozszerzając możliwości eksploracji międzywymiarowej. Portal przestał być jedynie narzędziem badań; stał się pomostem między kulturami i formami życia, które wcześniej wydawały się niemożliwe do zrozumienia. Współpraca z istotami z innych wymiarów przyniosła niezwykłe owoce: nowe technologie oparte na energii odnawialnej, systemy ekologiczne zdolne do regeneracji całych ekosystemów, a także formy sztuki i filozofii, które wzbogaciły ludzką kulturę.

Jednak nie wszystko przebiegało bez trudności. W miarę jak portal stawał się coraz bardziej otwarty, pojawiały się głosy sprzeciwu. Niektórzy obawiali się, że kontakt z innymi wymiarami przyniesie zagrożenia – zarówno biologiczne, jak i kulturowe. Inni krytykowali ideę harmonii między technologią a duchowością, twierdząc, że ludzkość nie powinna uzależniać się od wpływów zewnętrznych.

W odpowiedzi na te obawy ruch Davida zainicjował globalny dialog, w którym udział wzięły nie tylko największe umysły naukowe, ale także artyści, filozofowie i zwykli ludzie. To była jedna z największych debat w historii ludzkości, trwająca przez dekady, która ostatecznie doprowadziła do stworzenia nowego, bardziej zrównoważonego porządku. Portal stał się symbolem współpracy, a nie podziału, i świadectwem tego, że ludzkość potrafi przezwyciężyć swoje lęki, jeśli jest zjednoczona.


W międzyczasie naukowcy odkryli, że wymiar, do którego podróżował David, nie był jedynym. Portal zaczął ujawniać inne rzeczywistości – niektóre pełne cudów, inne zaś równie niepokojące, co inspirujące. W jednym z wymiarów odkryto formę życia, która komunikowała się za pomocą muzyki; w innym – technologię, która funkcjonowała na zasadach, które przeczyły ziemskiej fizyce. Każdy nowy wymiar poszerzał horyzonty ludzkości, ale także stawiał przed nią nowe wyzwania etyczne i naukowe.

W tym kontekście idea „choroby cywilizacyjnej” zaczęła zanikać. Ludzie, inspirowani odkryciami z innych wymiarów, zaczęli odnajdywać nowe cele w życiu – eksplorację, współpracę i zrozumienie tego, co jeszcze nieznane. Edukacja została całkowicie przekształcona, ucząc młodych ludzi, jak łączyć empatię z wiedzą, a technologię z etyką.


Kilka pokoleń po śmierci Davida ludzkość osiągnęła poziom harmonii, o którym wcześniej można było tylko marzyć. Światy równoległe stały się nieodłączną częścią życia na Ziemi, a współpraca między wymiarami zaowocowała osiągnięciami, które wydawały się niegdyś nieosiągalne.

Pewnego dnia, młody badacz, przeglądając stare zapisy w archiwach „Koalicji Przyszłości”, natknął się na osobiste dzienniki Davida. Czytając jego notatki, pełne wątpliwości, ale także niezachwianej wiary w ludzi, zrozumiał, że David nie był tylko naukowcem czy liderem. Był marzycielem, który potrafił spojrzeć poza horyzont i zainspirować innych, by zrobili to samo.

I wtedy młody badacz spojrzał na otwarty portal, wciąż pulsujący delikatnym światłem, i pomyślał: „To dopiero początek.”

Molière „Mizantrop”

„Mizantrop” Moliera to przezabawna i inteligentna satyra na ludzkie przywary i hipokryzję. Główny bohater, Alceste, jest człowiekiem, który nie ukrywa swojego braku zaufania do ludzi i ich motywacji. Jego przyjaźń z filozofem Philinte jest przedmiotem drwin ze strony innych bohaterów, którzy uważają go za dziwaka.

Akcja rozgrywa się w wytwornym świecie francuskiej arystokracji, gdzie złośliwe plotki i pozory są na porządku dziennym. Molier skutecznie ukazuje, jak bardzo ludzie są skłonni do kłamstwa i oszukiwania, aby zdobyć pozycję społeczną lub zaimponować innym.

Alceste jest jedynym bohaterem, który jest szczery i nie boi się mówić prawdy, nawet jeśli oznacza to utratę przyjaciół i zaszczytów. Jego miłość do Celimy, która jest również bohaterką, jest jednym z najpiękniejszych motywów w tej sztuce.

„Mizantrop” Moliera to klasyk, który nadal jest bardzo aktualny i zabawny. Jest to nie tylko świetna zabawa, ale również ważna lekcja o ludzkich słabościach i ich konsekwencjach.

Molier skutecznie ukazuje, jak bardzo ludzie są skłonni do kłamstwa i oszukiwania, aby zdobyć pozycję społeczną lub zaimponować innym. Alceste jest jedynym bohaterem, który jest szczery i nie boi się mówić prawdy, nawet jeśli oznacza to utratę przyjaciół i zaszczytów.

Fabuła

Akt I: Alceste jest zaniepokojony tym, jak ludzie udają, kłamią i oszukują, aby zdobyć pozycję społeczną lub zaimponować innym. Jego przyjaciel Philinte próbuje go przekonać, że nie wszyscy ludzie są tacy, ale Alceste nie chce słuchać.

Akt II: Alceste spotyka Celimę, którą kocha, ale ona jest związana z innym mężczyzną. Alceste jest zdeterminowany, aby ją odwieść od tego związku, ale jego bezkompromisowe podejście do życia i jego brak taktu tylko oddala ją od niego.

Akt III: Alceste jest zmuszony do odpowiedzi na zarzuty kłamstwa, które zostały postawione przeciwko niemu przez jego przeciwników, ale jego szczerość i brak skłonności do kompromisów tylko pogarsza sytuację. Celima decyduje się na małżeństwo z innym mężczyzną.

Akt IV: Alceste decyduje się na opuszczenie społeczeństwa i ucieczkę do życia na wsi. Philinte próbuje go przekonać, że ma jeszcze nadzieję, ale Alceste jest zdecydowany na swoją decyzję.

Odbiór sztuki przez współczesnych

Sztuka „Mizantrop” Moliera została dobrze przyjęta przez współczesnych widzów, kiedy po raz pierwszy została wystawiona. Przedstawienie zyskało uznanie zarówno za inteligentną satyrę na ludzkie przywary, jak i za świetne kreacje aktorskie. Krytycy chwalili Moliera za jego zdolność do przedstawienia skomplikowanych relacji międzyludzkich i za jego umiejętności w kreowaniu bohaterów, którzy są zarówno zabawni, jak i złożeni.

Sztuka ta była również doceniona za jej uniwersalność i aktualność, ponieważ motywy, które porusza, są nadal ważne i dotyczące dzisiejszego świata. Wiele osób uważa, że „Mizantrop” Moliera pozostaje jednym z najważniejszych dzieł francuskiej literatury i teatru.

Świat zapomniany

Kiedy noc zapada mocą naszej wyobraźni potrafimy usłyszeć dźwięk przerażający i ponury, który jednostajnością swą omamia słuchaczy i zwodzi. Odbity od betonowo-szklanych budowli niknie on w starych domach, które na obrzeżach małych miasteczek pysznią się swą ciemnokrwistą czerwienią. Mało kto potrafi usłyszeć wezwanie minionych wieków, a ci co słyszą najczęściej nie rozumieją, zamykają wtedy szczelnie okna i kładą żelazną sztabę na drzwi, palą dużo światła i szepczą modlitwy. Jeżeli jednak serce Twoje palone ogniem ciekawości zrzuci okowy strachu i lęku wtedy błądzić będziesz po obrzeżach starych miasteczek śród niegdysiejszych domów, pamiętających czasy tyle odległe, co i straszne. Natęż wówczas słuch, gdyż w świetle księżyca błyskającego zza chmur, w dymnych oparach nisko zawieszonych, można usłyszeć głos, który poprowadzi Cię ku miejscom nieznanym i dziwnym jako i mnie poprowadził.

Stało się to w roku 19.., wieczór mile spędzony z przyjaciółmi, gdzie w kłębach dymu przy szeleście kart i brzęku szklanic z winem wesoło się bawiliśmy spowodował, iż naszła mnie chęć na samotną przechadzkę. Nic tedy nikomu nie mówiąc, ubrałem się i wyszedłem zagłębiając się w gąszcz alejek, ciemnych bram i opustoszałych uliczek. Miasteczko to osobliwie położone, sąsiadowało poprzez pole z niewielkim ale gęstym lasem. Od dłuższego już czasu krokami moimi kierowały miarowe i dostojne dźwięki, których źródła nie byłem w stanie zlokalizować.

Posępna muzyka kusiła i intrygowała, bezwiednie niemal minąłem na wpół zniszczoną ruderę – ostatni dom majaczył się w oddali za mną. Stałem wtenczas na środku ścieżki prowadzącej prosto w gąszcz lasu i oto wola moja odzyskała nagle swą władzę, gdyż wiedz, że człowiek zniewolony nigdy nie dostąpi zaszczytu obcowania z innymi wymiarami, dlatego podjąłem decyzję i skierowałem się w mroczną czeluść kniei. Drzewa przyjęły mnie z delikatnym szelestem liści i nim uszedłem sto kroków zawarły za mną drogę odcinając dostęp do świata zewnętrznego. Ja, wszakże zbyt zafascynowany widokiem rozpościerającym się przede mną, nie zauważyłem tego.

Długo wędrowałem mijając kolejne zakręty, ścieżki, wreszcie wąskie strumyki, których woda gęsta i ciemna jakże się różniła od skrzących srebrem, wesoło szemrzących potoków z okresu dziecinnych jeszcze wypraw. Dźwięk, który mnie tak zachwycił u początku mej wyprawy teraz ucichł, siadłem wówczas na wielkim głazie z postanowieniem doczekania świtu, aby w blasku dnia odnaleźć drogę do domu. Chłód zrazu nie zauważony teraz przyprawił mnie o dreszcze. Godziny mijały jedna za drugą, a ja czekałem… Zda się że minęła już noc i dzień i kolejna noc podczas, gdy wciąż nie mogłem ujrzeć światła słonecznego. Zdałem sobie wtenczas sprawę, że kraina ta odcięta od świata zewnętrznego otoczona jest wiecznymi mrokami, gdzie z rzadka jedynie księżyc błyśnie swą tarczą, a drogą ucieczki mógł być jedynie dzień słoneczny, który rozproszyłby zakazaną ciemność tego miejsca. Zrozumcież moją rozpacz i trwogę!

Chwila ta, gdy ją sobie teraz przypomnę, zdawała się być ową kulminacją lęku, strachu i przerażenia, które ogarnia człowieka ilekroć znajduje się w sytuacji bez wyjścia. Szczęśliwi ludzie, którzy nigdy nie zaznali tego uczucia! Spędziłem godziny na szukaniu wyjścia, biegałem jak oszalały, starając przebić się przez grubą zasłonę krzewów i umknąć chwytającym mnie konarom drzew. Wreszcie, gdy będąc u skraju wyczerpania padłem na ziemię, litościwy Morfeusz przymknął moje umęczone powieki. Nie wiem jak długo spałem, co zresztą nie miało znaczenia, zacząłem uświadamiać sobie swoje rozpaczliwe położenie i choć nie bałem się śmierci, to ścierpła mi skóra. Wyjąłem wówczas pióro i sporządziłem niniejsze zapiski mimo, iż wiedziałem, że zarówno ja jak i ta kartka papieru nigdy nie opuścimy tego lasu który stał się od teraz mym domem a już wkrótce będzie mym grobem.

Dlatego też należy wystrzegać się małych miasteczek skrywających najróżniejsze tajemnice kuszące amatorów niezwykłości. Ja tylko żałuję, że nie przekażę mej wiedzy okupionej tak wielkim kosztem albowiem nie mam nadziei spotkać tu innej osoby. Wszakże wbrew zdrowemu rozsądkowi piszę te notatki i zwracam się do Ciebie bezimienny czytelniku prosząc o chwilę Twojej uwagi. Jeżeli bowiem czytasz te słowa i trzymasz w ręku cienką kartkę papieru – uważaj! Pamiętaj, iż nie mogła ona opuścić krainy wiecznego mroku, rozejrzyj się zatem. Zali nie widzisz drzew o pniach grubych pokrytych mchem, unoszących zniekształcone sękate konary, obwieszonych szarozielonymi liśćmi? Może to być, iż zmysły Twoje zwodzą cię i oszukują, zdejm zatem bielmo ze swych oczu, przeniknij zasłonę iluzji i odkryj prawdziwą naturę świata. Modlę się aby widok, który ujrzysz, odmienny był od mojego

Daniel Gizara

Nowiny z Genewy

A. E. W. Mason „Tajemnica Willi Róż”

Nazajutrz rano pan Ricardo jeszcze leżał w łóżku, gdy do pokoju wszedł Hanaud z twarzą rozjaśnioną uśmiechem.

— Odeślij pan swego służącego — powiedział, a gdy zo­stali sami, wyjął z kieszeni gazetę, chwilkę powiewał nią żar­tobliwie przed oczyma Ricarda, a potem podał mu ją.

Ricardo przeczytał dokładny opis Celji Harland bez po­dania jej nazwiska, z dopiskiem, że każdy, kto by mógł podać jakąkolwiek wiadomość o niej ma się zwrócić do p. Ricarda, Hotel Majestic, a dostanie nagrodę -1000 fr.

Ricardo siadł na łóżku i spojrzał na Hanaud’a z oburze­niem.

— Pan to uczynił? — zapytał.

— Tak, ja.

— Jakiem prawem? — wykrzyknął Ricardo.

Hanaud z tajemniczą miną zbliżył się na palcach do łóżka.

— Zaraz panu to powiem, — szepnął z miną poufną, — Ale musi to pozostać między nami. Zrobiłem to, bo mam zmysł humoru.

—Nienawidzę rozgłosu publicznego, — powiedział cierpko Ricardo.

— A zresztą posiada pan potrzebne nam 4000 fr. Jak pan 'widzi, nic innego nile pozostawało mi do zrobienia. Gdybym był podał swoje nazwisko, wspólnicy, ci ludzie, których właśnie szukamy zawzięcie, przeczytaliby ten anons i dowiedzieliby się, że ja, sławny Hanaud ich ścigam; żadną miarą nie chciał­bym, żeby oni o tern wiedzieli. Prócz tego — tu głos jego brzmiał łagodniej — nie chcę jeszcze panny Celji kompromito­wać publicznie. Na to zawsze jeszcze będzie czas, gdy będzie musiała zeznawać przed sędzią śledczym.

Ricardo mruczał coś z niezadowoleniem, czytając jeszcze raz anons.

— Prócz tego opis jest niezupełny — powiedział. — Niema wzmianki o kolczykach brylantowych, które wówczas nosiła.

— Więc pan to zauważył — zawołał Hanaud z podziwem. — Widzę, że zbliża się chwila, gdy pan nabędzie więcej wpra­wy, a ja będę musiał dzielić się z panem moimi wawrzynami. Ale co do kolczyków, to muszę panu powiedzieć, że panna Celja ich nie nosiła, gdy opuszczała Willę Róż.

— Ale przecież — jęknął Ricardo — szkatułka na toaletce była pusta.

— Lecz mimo to, wierz mi 'pan, nie nosiła ich — po­wtórzył Hanaud z przekonań em.  –

— Skądże pan o tern wie? — zawołał Ricardo, wpatrując się w niego z podziwem. — Skądże pan może to wiedzieć?

— Ponieważ — powiedział detektyw z majestatyczną te­atralną pozą — ponieważ jestem kapitanem okrętu.

Ricardo znów się nadąsał.

— Nie lubię, jak ze mnie żartują — powiedział z taką god­nością, na jaką tylko mu pozwalały rozburzone włosy i nocna koszula. Rzucił -raz jeszcze okiem na gazetę i zauważył coś, co znowu wprawiło go w niebywałe zdumienie.

— Ależ to jest wczorajsza gazeta — zawołał.

— Tak jest, wczorajsze wieczorne wydanie, drukowane w Genewie.

— Drukowane, wydane i sprzedawane w Genewie — uzu­pełnił Hanaud z uśmiechem. .

— Kiedy, u diabła posłał pan to ogłoszenie?

— Pisałem list podczas śniadania — tłumaczył Hanaud. — List ten był do człowieka, którego prosiłem, by telegraficznie podał anons.

— I pan nam o tern nic nie powiedział? — mruknął Ri­cardo.

— I czy nie miałem racji? Pan byłby Na pewno zabronił mi użyć pańskiego nazwiska.

Ricarda oburzenie już się ulatniało, bo wpadło mu na myśl, że przecież anons ten wysuwał go na pierwszy plan.

— Aż tak dalece nie byłbym się panu sprzeciwiał — po­wiedział już z uśmiechem i wstał z łóżka.

— Może pan w saloniku poczeka, podczas gdy się ubiorę.

— Tak, rzeczywiście. Wypocznę trochę. Zamówiłem so­bie już nawet czekoladę. Spodziewam się, że pan wkrótce do­stanie jakąś wiadomość, bo już wczoraj wieczór ogłoszenie było znane w całej Genewie.

— Ricardo ubrał się tym razem z niezwykłym pośpiechem i wyszedł do Hanaud’a.

— Czy nic nie przyszło? — zapytał.

— Nie, ale czekolada jest bardzo dobra, lepsza od tej, któ­rą dostaję w moim hotelu.

— Na miłość Boską, — zawołał Ricardo, drżąc z irytacji, Pan spokojnie sobie chwalisz czekoladę, gdy mnie ręce drżą ze zdenerwowania .

— Znowu muszę panu przypomnieć, że pan jesteś amato­rem, a ja zawodowcem.

Ale gdy czas mijał, spokój zawodowca opuszczał detek­tywa. Zaczął wsłuchiwać się w odgłosy kroków na korytarzu i wyglądać od czasu do czasu oknem, zjadając raczej papierosy, niż je paląc. O jedenastej służący Ricarda wszedł do pokoju z depeszą. Ricardo wyrwał mu ją.

— Spokojnie przyjacielu — powiedział Hanaud.

— Ricardo drżącymi palcami rozerwał depeszę a podsko­czył na krześle. Bez słowa podał ją Hanaudowi.

Depesza była wysłana z Genewy i brzmiała następująco:

— Przyjeżdżam po trzeciej. Oczekujcie mnie. Marta Go- hin.

Hanaud skinął głową.

— Spodziewałem się tego, — powiedział spokojnie.

— Czy mam posłać po Wethermilla? — zapytał Ricardo.

— Jak pan sobie życzy,— odpowiedział detektyw, wzru­szając ramionami. Dlaczego wzbudzać w nim nadzieję, która za godzinę lub dwie może być zniweczona? Zastanów się pan; Marta Gobin ma nam coś do powiedzenia. Przypomnij pan sobie tych osiem punktów, które pan wypisał w kasynie i po­wiedz pan, czy to, co Marta Gobin ma nam do powiedzenia, uniewinni pannę Celję, czy raczej dowiedzie ostatecznie jej wi­ny. Namyśl się pan dobrze nad tern. Jeżeli pan przypuszcza, że dobrze będzie wprawić pańskiego przyjaciela w najwyższy nie­pokój, aż do przyjazdu Marty Gobrn, by później pogrążyć go jeszcze bardziej w rozpaczy, zawołaj go pan. Pozostawiam to pańskiej decyzji. Przeciwnie, jeżeli pan sądzi, że lepiej Wethermilla nie uwiadamiać, aż nie dowiemy się o ostatecznym wyni­ku, zostaw go pan w spokoju. Zgadzam się na wszystko.

Ricardo kręcił się na krześle. Powaga, z jaką Hanaud to mówił, zrobiła na nim widoczne wrażenie. Nie miał ochoty wziąć na siebie odpowiedzialności ze decyzję. Lecz Hanaud cze­kał na odpowiedź.

W reszcie zadecydował:

— Dobrze, dobre nowiny nie stracą ze swej wartości, gdy w godzinę później mu się oznajmimy; ze złymi niema się co śpie­szyć. Wiedziałem, że pan zadecyduje. — powiedział Hanaud z uznaniem, potem wziął z półki rozkład pociągów. — Przyjedzie z Genewy przez Kuluzę. Zobaczmy. — Przerzuciwszy kil­ka kartek znalazł pociąg. — Jest, siedem minut po trzeciej przychodzi z Kuluzy do Aix. Tym przyjadzie. Czy pan ma automo­bil?

— Tak.

— Więc dobrze; przyjedzie pan automobilem po mnie do hotelu puaktualnie o trzeciej. Pojediziemy na dworzec i obej­rzymy sobie przyjezdnych. Może w ten sposób zyskamy jakieś dane, co do osoby, która do nas się zwraca. Może to być dla nas wielką pomocą. A teraz pana opuszczę, gdyż mam jesz­cze dużo roboty. Po drodze wstąpię do Wethermilla i powiem mu, że nie ma jeszcze żadnych wiadomości.

Wziął kapelusz i laskę i stal chwilkę, wyglądając przez okno. Wreszcie przerwał milczenie.

— Okno pańskie wychodzi na Mont Revard. Zdaje mi się jednak, że widok pana Wethermilla na ogród i miasto jest ład­niejszy — mówiąc to wyszedł z pokoju.

Punktualnie Ricardo zajechał przed hotel, w którym mie­szkał Hanaud. Pojechali razem na stację. Czekali przy wejściu, gdzie podróżni oddawali swoje bilety. Pomiędzy innymi kob eta w średnim wieku, małego wzrostu, skromnie ubrana, zwróciła ich uwagę. Widocznie się śpieszyła, Wychodząc zapytała portiera.

— Czy bardzo daleko do hotelu Majestic?

Ten odpowiedział, że hotel ten znajduje się na końcu mia­sta i że droga jest dość stroma; radził jej, by pojechała omnibu­sem hotelowym.

Omnibus musiał jednak czekać na bagaż podróżnych, a ko­bieta ta zbyt się śpieszyła. Skinęła na dorożkę i pojechała.

— A teraz wsiadajmy prędko do automobilu, będziemy je­szcze gotowi na jej przyjęcie, — powiedział Hanaud. Parę me­trów za stacją minęli karetkę, jadącą powoli pod górę.

— Wyglądała uczciwie,— powiedział Hanaud z westchnie­niem ulgi, — jest to mieszczanka, której zależy na zarobieniu 4000 fr.

Za kilka minut byli w hotelu.

— Możliwe, że automobil będzie nam potrzebny po odej­ściu Marty Gobin, — zauważył Hanaud.

Ricardo dał zlecenie szoferowi, by automobil czekał.

— Nie, lepiej niech czeka w uliczce za moim hotelem tam nie będzie tak widoczny. Czy benzyna wystarczy na dłuższą podróż?

Ricardo dał odpowiednie zlecenie swojemu szoferowi i we­szli do hotelu. Przez oszklone drzwi zauważyli Wethermilla, który palił cygaro, popijając kawę. Ricardo ze współczuciem pokazał go Hanaudowi.

— Wygląda, jak gdyby nie był spał tej nocy. — powie­dział.

Hanaud skinął głową, lecz pośpieszne pociągnął Ricarda za sobą na schody.

— Zbliżamy się do końca tej sprawy; te dwa dni były dla niego niezwykle ciężkie, poznać to po nim. Jestem wdzięczny P. Wethormiliowi, że nam tak mało przeszkadza. Zwykle łu­dzę zrozpaczeni są ciężarem dla otoczenia. Lecz zbliża się już koniec; kto wie, może za jedną lub dwie godziny będę miał no­winy.

Mówił z wielkim współczuciem. Obaj tymczasem weszli do pokoju Ricarda.

Po raz drugi tego dnia spokój zawodowca opuścił detekty­wa. Okno Ricarda wychodziło na główną bramę hotelową. Ha­naud co chwila wychylał się przez okno, by śledzić czy doroż­ka nie zajeżdża.

— Połóż pan pieniądze na stole. — powiedział szybko do Ricarda, — to ją nakłoni, żeby wszystko powiedziała co wie.

Tak dobrze, — jeszcze jej nie widać.

— Droga ze stacji jest dość długa i bardzo stroma.

— Ma pan rację, — odpowiedział Hanaud. – Nie będziemy jej onieśmielać, siedząc tak około stołu jak sędziowie. Pan zaj­mie miejsce w tym oto fotelu.

Ricardo usiadł na wskazanym miejscu, założył ręce z mina poważną.

— Tak, tylko niezbyt po sędziowsku. Ja siądę tu przy sto­le. Cokolwiek pan będzie mówił, niech się pan stara jej nie prze­straszyć”.

Hanaud usiadł na krześle, które dla siebie przygotował.

— Marta Gobin powinna siedzieć naprzeciw mnie z twarzą w świetle.

Wstał i przygotował krzesło dla Marty Gobin.

— Powtarzam raz jeszcze tylko jej nie onieśmielać. Jestem niespokojny; wszak tyle zależy od tej rozmowy.

I znów podbiegł do okna.

Ricardo nie ruszał się z miejsca. Układał w myśli szereg pytań, które miał zamiar jej postawić. On przecież miał pro­wadzić rozmowę. Czuł się pewnym siebie. Niezwykłej wagi fakty zostaną wyświetlone jego zręcznymi pytaniami. Hanaud niepotrzebnie się obawa, nie przestraszy jej, będzie uprzejmy, będzie wprost ujmujący. Delikatnie i miękko wydostanie od niej najbardziej skryte myśli. Każdy nerw jego drżą! na myśl o tej dramatycznej sytuacji.

Nagle Hanaud wychylił się z okna.

— Jedzie, jedzie, — powiedział swym gorączkowym szep­tem. — Widzę, jak się dorożka zbliża.

Za chwilę słychać już było turkot kół na bruku. Widział jak Hanaud wychylał się jeszcze bardziej z okna, tupiąc z nie­cierpliwości nogami.

— Teraz zatrzymuje się przed bramą, — i przez parę se­kund milczał. Sta), patrząc dalej na dół, plecami zwrócony do Ricarda. Wtem z dzikim, przerażającym okrzykiem zatoczył się do pokoju. Twarz jego była trupio blada, oczy pełne prze­rażenia.

— Cóż się stało? — zawołał Ricardo, zrywając się na równe nogi.

— Wynoszą ją z dorożki! ona się nie rusza! Wynoszą ją! Przez chwilę patrzał w twarz Ricarda, jak gdyby osłupiały z przerażenia. Potem wybiegł na schody, a za nim Ricardo.

Na korytarzu było zamieszanie. Ludzie biegali w różnych kierunkach; słychać było zirytowane głosy. Gdy przechodzili przy drzwiach oszklonych zauważyli Wethermilla, który rów­nież zerwał się. Dowiedzieli się wszystkiego, zanim dobiegli do wejścia hotelu. Jakiś powóz zajechał przed hotel, a w nim znaleziono trupa jakiejś zamordowanej kobiety.

— Powinna była przyjechać omnibusem, — powtarzał Hanaud bezmyślnie. Stracił zupełnie panowanie nad sobą.